Miasto broni Zieleniaka i zapowiada rozmowy z handlującymi

Miasto broni Zieleniaka i zapowiada rozmowy z handlującymi

FOT. Urząd Miasta Stalowej Woli

Wokół Zieleniaka, Pasażu i Lasku w Stalowej Woli zrobiło się głośno nie tylko przez sam handel, ale też przez polityczny spór o przyszłość tych miejsc. Wiceprezydent Tomasz Miśko publicznie odciął się od informacji o rzekomej likwidacji stanowisk i ograniczaniu sprzedaży do dwóch dni w tygodniu. Jednocześnie zapowiedział rozmowy z handlującymi i przedstawienie własnej koncepcji zagospodarowania terenu. W tle pojawił się też protest po wulgarnej wypowiedzi jednego z radnych na hali.

  • Miasto ucina plotki o zamykaniu stanowisk na Zieleniaku
  • Po ostrej wypowiedzi radnego do urzędu trafił protest najemców

Miasto ucina plotki o zamykaniu stanowisk na Zieleniaku

Tomasz Miśko w swoim oświadczeniu najpierw skierował słowa uznania do osób, które codziennie sprzedają na Zieleniaku, w jego otoczeniu i na Pasażu. Podkreślił, że to ich praca dostarcza mieszkańcom świeże produkty prosto od producenta, a sam handel w tej części miasta uważa za ważny i potrzebny.

Najważniejsza część komunikatu była jednak odpowiedzią na obawy, które w ostatnich dniach dotarły do sprzedawców. Wiceprezydent stanowczo zaprzeczył, jakoby miasto planowało likwidację miejsc handlu w okolicach Zieleniaka i Lasku albo chciało ograniczyć sprzedaż wyłącznie do dwóch dni w tygodniu. Jak zaznaczył, obie te tezy są nieprawdziwe i tylko niepotrzebnie podgrzewają napięcie.

„Miasto nie planuje likwidacji miejsc przeznaczonych do handlu w okolicach Zieleniaka, czy Lasku. Miasto nie zamierza ograniczać handlu tylko do dwóch dni w tygodniu.”

W oświadczeniu wybrzmiała też zapowiedź dalszych rozmów. Ratusz chce przygotować koncepcję zagospodarowania przestrzeni wokół Zieleniaka i Lasku, ale nie w oderwaniu od tych, którzy tam pracują. Miasto zapowiada spotkanie robocze, podczas którego handlujący mają przedstawić swoje uwagi i propozycje. Z perspektywy sprzedawców to ważne, bo stawką jest nie tylko wygląd tego miejsca, lecz także wygoda codziennego handlu i to, czy klienci nadal będą tu chętnie przychodzić.

Po ostrej wypowiedzi radnego do urzędu trafił protest najemców

Drugim wątkiem, który mocno wybrzmiał w oświadczeniu, była reakcja na zachowanie radnego Daniela Hausnera podczas wizyty na hali. Do Urzędu Miasta wpłynęło pismo od najemców Zieleniaka, w tym od kobiet prowadzących tam handel, które zaprotestowały przeciwko jego słowom wypowiedzianym w obecności sprzedających i klientów.

W piśmie przywołano porównanie hali do „burdelu” oraz wulgarną frazę:

„Jak się ma burdel to nie wymienia się firanek tylko ku…..”

Władze miasta uznały tę wypowiedź za niedopuszczalną i obraźliwą. W komunikacie podkreślono, że takie słowa godzą nie tylko w handlujące kobiety, ale również w mieszkańców całej Stalowej Woli. Miasto zaznaczyło, że analizuje możliwe konsekwencje prawne wobec radnego i oczekuje od niego publicznych przeprosin.

Spór o Zieleniak przestał więc być jedynie rozmową o targowisku. Stał się testem na to, czy władze i handlujący potrafią usiąść do stołu, zanim napięcie przełoży się na codzienne funkcjonowanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych punktów handlowych w mieście.

na podstawie: Urząd Miasta.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Stalowej Woli). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.